Najnowsze wpisy


Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109
Dziennik 14
niedziela, 19 sierpnia 2007 11:58

19 sierpnia

   Szlak sakralny na mapie naszej podróży. W sensie mentalnym, nie fizycznym to przedłużenie mistycznego malarstwa Čiurlionisa, dziwnie bliskiego symbolice Wiliama Blake'a. Przez Ostrą Bramę, Matkę Boską Szydłowską, prawosławne ikony w wileńskich cerkwiach, aż po Górę Krzyży w Szawle. Co je łączy? Duchowość. Oddalona oczywiście przez konsumpcję, ale i język kościoła, który retorycznie grzmi „cywilizacją śmierci” (zadziwiła mnie łatwość z jaką sięga po nią zarówno proboszcz prowincjonalnej, wiejskiej parafii, jak i świecka zakonnica z reportażu w GW). I ja czekam na tajemnicę. W kaplicy w litewskim Szydłowie stoję długo, póki nie zaznam samotności z obrazem i głazem, na którym, jeśli wierzyć lokalnemu mitowi tkanemu od 399 lat, odcisnęła się Matczyna stopa. Według tych samych słów świadkami objawienia mieli być Kalwin i nauczyciel, a cud przywrócić miał raison d'etre istniejącej tu niegdyś świątyni katolickiej. W 1608 roku miejsca wciąż wydziedziczonego na rzecz protestantów. Dziwne jest tło tego objawienia – uwikłane w spór międzywyznaniowy. Nie świadkują mu dzieci, lecz osoby wysoko postawione na szczeblach drabiny społecznej... Za rok wielka rocznica objawienia – buduje się plac na przyjęcie wiernych, pobliską bazylikę meblują rusztowania. Nikt nie zwraca uwagi na naszą obecność. Modlę się o spokój i niegasnące zaciekawienie światem. Wystarcza go na kolejną godzinę. W otoczeniu dzwoniących zewsząd  krzyży, 12 kilometrów za Szawle, złoszczę się jak dziecko, że krzyże J. i małej J. nie zawisły obok mojego. Wcześniej długo szukam dla zakupionego w pobliskim straganie dewocjonalia miejsca osobnego. Doskonale wpisuję się w ten neopogański rytuał. Niemal w tym samym momencie ogarniam to miejsce refleksją i zanurzam w emocjonalnym braku równowagi. Z jednej strony jak J. odnajduję w tej górze zbiorowe dzieło w ruchu, dziwaczny performance, któremu chyba nie po drodze z kościelnymi dogmatami. Z drugiej infantylnie wypaczam sens całości, koncentrując się jak zwykle na swoim prywatnym cierpieniu.

   Nocujemy nieopodal Rygi na campingu, który okazuje się podwórkiem gospodarza. Przechodzą nad nami dwie burze. J. i mała J. śpią jak zabici, a ja modlę się do Matki Szydłowskiej, żeby jeszcze tym razem nas oszczędziła. Pojawia się też poczucie winy, że nie wystarczająco modliłam się za zdrowie K.