Najnowsze wpisy


Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_latestnews/helper.php on line 109
Niemcy 2008
niedziela, 14 września 2008 12:24

Po pierwsze Luigi, mały przygarbiony Włoch, od dwudziestu lat na emigracji, w jednym z południowych niemieckich landów. Obsługuje swoich gości osobiście, zbyt mało uśmiechnięty, by zabiegać o kolejnych klientów. Przynosi sztućce, a na jego twarzy już tylko grymas nieufności. Patrzy ze zdziwieniem, tak jak ten, który nie poznaje twarzy raz już gdzieś widzianych. Okazuje się po chwili, że po tej sali estetycznie zakorzenionej w przełomie lat 70. i 80. krąży nie jeden rachityczny, skulony w sobie Włoch. Jest ich dwóch.

Z jedynym w tym wnętrzu zdjęciem (w prawdziwym natłoku landszaftów tłoczonych jakąś masową techniką, w plastikowej masie, wpasowanych w ciemną drewnianą zabudowę) – reklamowo uśmiechniętym, młodym, opalonym, muskularnym brunetem – tworzą nagle zrozumiałą całość. Luigi 1 i Luigi 2, możliwi do odróżnienia tylko dzięki poplamionej koszulce jednego z nich, trochę surrealnej w swojej demonstracji, są być może wyłącznie projekcją mojej podejrzliwej wyobraźni, która chciałaby tropić wokół dowody na istnienie innych modeli egzystencji, inter- i trans-płciowych układów, związków nieoczywistych, będących efektem wyboru drogi innej od tej zapewniającej reprodukcję gatunku. O wiele bardziej uniwersalny jest klucz emigracyjny, który ich tu sprowadził. I być może mechanizm ten powtarza się za każdym razem, gdy poza granicami kraju okopują się małe narodowe skanseny, unieruchomione dokładnie w tej chwili, w której zostawiło się za sobą swój kraj. Włochy z roku 198? hibernują nie tylko zabiegi dekoracyjne, ale i anachroniczną muzykę, ciężko wiszącą nad konsumpcją lasagne. Jest we mnie ogromna chęć nie oceniania.

 

 

Po drugie piękna Turczynka z dwójką małych dzieci, i jak okazuje się po czasie, z jedenasto-, dwunastoletnim synem. Przy restauracyjnym stoliku towarzyszy jej najprawdopodobniej matka – dzięki niezdolności mówienia, być może też nie rozumienia języka niemieckiego, zawieszona w szklanym jaju, samodzielna właścicielka małego bastionu niezasymilowanej kultury. Ten aspekt niezdolności do reprezentowania swoich poglądów, nie wobec córki, ale przypadkowych niemieckich klientów, jest tym co długo kumuluje moje zainteresowanie. Do chwili, w której nie znika jej starsza, być może trzyletnia wnuczka.

 

Po trzecie nachodzące na siebie twarze – mojej osiemdziesięcioośmioletniej niemieckiej cioci i zapamiętanego ze starych czarno-białych zdjęć jej trzydziestoparoletniego fantoma. Nigdy nie spotkanego. Próbuję zrozumieć ten rozświetlający dawne zdjęcia uśmiech. Objawia się nie proszony. Jest dowodem na energię i szczęście. Obydwa nie goszczą już na tej twarzy.